Zyski mamy dzięki wysokiej marży
Wywiad z Wojciechem Borkowskim, właścicielem zakładu Klimat - Klimatyzacje Samochodowe w Ząbkach pod Warszawą
Skąd taki pomysł na firmę?
Zakład działa od 1997 roku. Ja jestem właścicielem od 2001 r. Od początku to była tylko i wyłącznie działalność polegająca na naprawie klimatyzacji. Nic innego. Autoryzowane serwisy nie zajmowały się w ogóle tymi instalacjami. Więc chcieliśmy być pierwsi. Wcześniej ktoś ze znajomych pracował w podobnym zakładzie w Szwecji i przywiózł tu pomysł na firmę. Wysłaliśmy naszego pracownika na szkolenia, był tam trzy miesiące na różnych kursach i wiedział, czym się zająć.
To była obsługa nowych aut?
Powiem tak - wcześniej było dużo montaży instalacji klimatyzacji. To z tej racji, że w samochodach było mało fabrycznych instalacji, bo to było – i wciąż jest – drogie wyposażenie. Ale coraz więcej aut ma fabryczną instalację, więc został nam w zasadzie sam serwis, bo montaże zdarzają się już sporadycznie.
Planując tę działalność przypuszczaliście, że będzie się zwiększać liczba samochodów z klimatyzacją?
Ów wzrost był widoczny. Przypuszczaliśmy, że tych aut będzie przybywać, że Polacy będą mieć ich coraz więcej. Dziesięć lat temu z fabryk wyjeżdżało może 10-15 proc. samochodów z klimatyzacją, teraz więcej niż połowa. Ale wówczas w Warszawie zakładów, które zajmowały się klimatyzacją, było może pięć. Na rynku nie było takich warsztatów w ogóle, chcieliśmy trafić w niszę, ale teraz są już takie czasy, że jest spora konkurencja.
Jej wzrost spowodował, że spadły ceny usług dla klientów? Zmniejszyła się opłacalność i zmalały zyski?
Pierwsze, co się stało – na co nie mieli warsztatowcy wpływu – to to, że z fabryk zaczęło wyjeżdżać więcej samochodów z fabrycznymi instalacjami. To spowodowało, że montaż klimatyzacji stał się nieopłacalny. Chyba, że ktoś jest bardzo przywiązany do swojego auta i nie chce go zamieniać, tylko woli unowocześniać...
Ale to zabawa dla nielicznych?
To koszt ok. 6-7 tys. zł. Są oczywiście pewne bardziej popularne marki, do których można zamontować instalację taniej, ale to wyjątki. Nie są to auta kolekcjonerskie. Wracając do spadku cen - drugim czynnikiem był wzrost liczby serwisów zajmujących się klimatyzacją.
Czyli nawet konkurencja nie stała się zagrożeniem?
My zaczęliśmy się specjalizować w naprawach. To jakby kolejny stopień wtajemniczenia, po zwykłej konserwacji. W samym prostym serwisowaniu konkurencja jest olbrzymia. W samych Ząbkach jest ok. 20 warsztatów zajmujących się serwisem. A my podejmujemy się takich czynności naprawczych, których inne warsztaty unikają.
Czym konkretnie zajmujecie się najczęściej?
Od poważnych naprawa jak wymiana kompresora z płukaniem układu i wymianą parownika, co się wiąże z całkowitym demontażem deski rozdzielczej, poprzez regenerację kompresorów, po tak wydawałoby się proste rzeczy jak dorabianie przewodów. Mamy specjalny sprzęt – m.in. hamownię do sprawdzania wydajności kompresorów. Tkwimy w tej specjalizacji naprawdę bardzo głęboko. I tu konkurencja nie jest odczuwalna. My przez 3-4 miesiące w roku nie jesteśmy w stanie obsłużyć 20 proc. klientów, którzy do nas przyjeżdżają. Co piątego klienta musimy odesłać do innego warsztatu.
To praca sezonowa?
Tak. I to bardzo. Rozpoczęcie sezonu zależy w dużej mierze od temperatury. Jak będzie do końca kwietnia zimno, to znaczy, że jeszcze nie ma sezonu. A gdy na początku marca już się robi ciepło (17-18 st. C), to i wówczas się pojawiają pierwsi klienci.
Zima jest martwym okresem?
Praktycznie tak. Przez 3-4 miesiące w roku dokłada się do tego interesu, nie zarabia się nawet na połowę kosztów. Dlatego wówczas się zajmujemy pobocznymi działaniami – mechaniką, zawieszeniami, wulkanizacją, naprawami bieżącymi.
Nie obsługujecie żadnych flot samochodowych?
Tylko jeśli chodzi o klimatyzację.
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarza do tego arykułu










