Zyski mamy dzięki wysokiej marży
Większość klientów to osoby indywidualne?
Tak.
Dużo osób pyta, a potem się wycofują?
Powiedzmy 10 procent dzwoniących. Wielu klientów rezygnuje, dziwiąc się, że nie montujemy klimatyzacji w sezonie. A w sezonie jesteśmy zawaleni pracą. I kółko się zamyka. Jakiej gwarancji udzielacie?
Rocznej.
Duży jest odsetek usterek? To jednak są części pochodzące z kilku samochodów?
Nie. Wymieniamy filtry, osuszacze na nowe. Każdy kompresor jest poddawany testom na hamowni od razu, także unikamy nie ma kłopotów. A gdyby jednak jakaś usterka się zdarzyła, to nie wypuszczamy takiego samochodu przez kilka dni, aż do czasu wykrycia usterki.
Czyli nie jest to awaryjna działalność?
Nie. To sprawdzone wcześniej układy. Nie ma problemów z nimi później. Nie ma aż takiej ingerencji w podstawy układu, by to sprawiało problemy.
Na naprawy również udzielacie rocznej gwarancji?
Tak, oczywiście.
A w jakich godzinach pracujecie w sezonie?
Generalnie od godz. 8 do godz. 16, ale w sezonie do godz. 22 albo i dłużej. Można też – bo tyle jest roboty – popracować i całą dobę, ale co to za sztuka, trzeciego dnia już nie przyjść do pracy? Staramy się to ograniczać, aczkolwiek praca do godz. 22 to czasem norma.
A prowadzicie tylko ten jeden punkt? Nie planowaliście jego rozbudowy?
Trochę tu warunki finansowe nie pozwalały, poza tym to miejsce ma renomę, musielibyśmy chyba przez dwa lata prowadzić też punkt tu i wszystkim klientom mówić, że przenosimy go w inne miejsce.
Klientów macie z polecenia?
Tak. Reklamujemy się w prasie, internecie i książkach telefonicznych, ale jednak większość klientów jest albo z innych warsztatów, albo usłyszała o nas od znajomych.
A dużo jest tych z ulicy?
Poza sezonem stali klienci to 70 proc. W przypadku uszkodzenia, wypadku czy osoby, które sprowadzają samochody zza granicy. W sezonie ta proporcja się odwraca. Ale takiemu stałemu klientowi – z innego warsztatu – muszę dać gwarancję, że pracę dla niego wykonam w ciągu doby albo i krócej.
A przypadkowi ile muszą czekać w kolejce?
Nie umawiam powyżej 2 tygodni.
Tu klient chce szybko być załatwiony?
Tak. Teraz i już. Jak temperatura spadnie do ok. 17 stopni, to klient już nie przyjedzie. Dwie rzeczy, które są nieprzychylne to zależność od pogody i klimatyzacja nie działa nie tylko z jednego powodu – to, że jeden element nie działa z powodu wadliwego działania różnych elementów. Trzeba sprawdzać cały układ, co może być bardzo pracochłonne.
A ceny części nie spadają?
Części do klimatyzacji trochę tanieją, bo duże firmy, które do tej pory nie wchodziły, zdecydowały się na wejście. Poza tym pojawiają się chińscy producenci.
Pojawiają się zamienniki?
Tak, nawet te wiodące firmy sprzedają pod swoją marką części produkowane w Chinach. Części oryginalne są dość drogie. Sprężarki nie mają zamienników. To najdroższe elementy układu. Ich cena to ok. 50 proc. ceny części.
Jakimi urządzeniami obsługujecie auta klientów?
Nie posiadamy kombajnów, które robią wszystko, z racji tego, że mamy mało miejsca, a poza tym w przypadku kombajnów gdy jedno urządzenie obsługuje jeden samochód, to jest praktycznie przezeń zablokowane. My możemy w jednej chwili odciągać czynnik w jednym aucie, sprawdzać szczelność w drugim itp. W kilku naraz, bo do każdej z tych czynności posługujemy się osobnymi urządzeniami.
A w jakim warsztacie byłby taki kombajn przydatny? Dla warsztatu, w którym jest to działalność poboczna?
To urządzenie nie należy do najtańszych, ale bez przesady. Przede wszystkim musi to być warsztat, który ma dużo miejsca. Podłoga musi być bardzo równa, bo te urządzenia mają wagi, które łatwo się rozkalibrowują i trzeba je co chwila kalibrować. Do serwisu, który tylko serwisuje klimatyzacje, a nie zajmuje się rozbieraniem, składaniem z kawałków, to najprostsza rzecz. A i klient ma zaufanie większe do takiego kombajnu, bo komputer tu pokazuje wszystkie parametry, wygląda profesjonalnie... Klient nie umie tego odczytać z manometrów, a tu dostaje wydruk, gdzie wszystko ma zapisane.
A jakie są najbardziej skomplikowane naprawy?
Dwie rzeczy. To płukanie układu z wymianą kompresora i osuszacza przy regenerowanym kompresorze to od 2,5 do 3 tys. zł. Tu i robocizna i części są drogie. Druga rzecz to wymiana parownika, co jest bardzo pracochłonne, bo trzeba zdemontować praktycznie całą deskę rozdzielczą. Parowniki często nie mają zamiennika, więc trzeba korzystać z części oryginalnych.
A jaki jest koszt robocizny?
Są trzy ceny: poza sezonem, w sezonie i po godzinach. To odpowiednio - Od 50, 80 i 150 zł netto.
Mimo że ta roboczogodzina jest tańsza, to klient zimą za nic w świecie nie przyjedzie do was?
On woli odłożyć te pieniądze na święta i jakoś przejeździć do wiosny albo dłużej. Tak jest od lat i nic na to nie wskazuje, by miało to się zmienić. Nawet jak zakładamy klientowi klimatyzację, mówimy mu, by pod koniec sezonu przyjechał na kontrolę w ramach gwarancji, gratis, to on i tak nie przyjedzie. Bo chłodzi auto, więc jemu się wydaje, że wszystko świetnie działa.
A dużo byłoby rzeczy do wychwycenia?
Tak. Można by usunąć wstępne usterki, dzięki czemu zniszczenia układu nie posuwałyby się dalej. Na przykład łożysko na kompresorze zaczyna hałasować, spala się elektromagnes, staje kompresor i już jest po wszystkim. Z kosztu 250 zł robi się 2,5 tys. zł. A to już znacząca różnica!
(reds)
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarza do tego arykułu










